środa, 6 stycznia 2016

Szczęcie w nieszczęściu

Witam Aniołki!


Witam was dzisiaj z paroma łzami. Mieliście kiedyś tak, że byliście niepasującym odłamkiem społeczeństwa? Niepasującym elementem układanki? Bo ja chyba zbyt często. uwielbiam te dni kiedy jestem beztroska, wiecznie uśmiechnięta, tak szczerze. Wychodzę z przyjaciółmi i cały czas dostajemy głupawki.  

I te chwile nazywam swoim "szczęściem w nieszczęściu". Kiedy zapominam o szkole, problemach z codziennego życia, kiedy nie rusza mnie ojciec czy mama mówiąca, że jestem psychicznie chora i nie będą trzymać w  domu darmozjada. Jestem sobą, tą szczęśliwą sobą bez problemów i rodziny Adamsów. Bez rodziny, ale z przyjaciółmi, których tak nazywam. Są moją rodziną. Mam ich trzech, takich najlepszych, na zawsze. Którzy nie opuszczą mnie nigdy, przenigdy. Jejku, aż płakać mi się chce wiedząc, że mam takie szczęście. Tą trójkę wspaniałych ludzi..

-Najlepsza przyjaciółka, która przyjdzie do mnie o każdej porze kiedy mam jakieś, nawet byle jaki, problem.

-Najlepsza przyjaciółka, która zrozumie mnie zawsze, bo nasze problemy wbrew pozorom są bardzo podobne.

-Najlepszy przyjaciel, który jest tak wrażliwy i wyrozumiały, że nie da się go nie kochać.

Właśnie oni są moim szczęściem w nieszczęściu. Rozświetlają moją twarz w szkole, po szkole, kiedykolwiek. Rozumieją mnie jak nikt inny i sami dostali porządnego kopa od życia. A mimo dołków i trudów zawsze kiedy jesteśmy razem, najzwyczajniej w świecie, uśmiechamy się, Szczerze, bez fałszywych min i gestów. Jesteśmy sobą i tylko sobą, poza ty burdelem zwanym życiem. Wiem, że nie są typowymi przyjaciółmi z gimnazjum na chwilę. Mimo, że przeważnie tak jest, wiem że jeśli nasze drogi się kiedyś rozejdą będziemy o sobie pamiętać i zwyczajnie tęsknić. Cholernie tęsknić za pięknymi chwilami z razem.A wy macie takie osoby w życiu? Do zobaczenia Aniołki!

                                                                                                                    ~Zaszyta~


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz